czwartek, 1 grudnia 2016

Bluza ze ścinek

Kochani!
Jestem typem chomika materiałowego (na szczęście tylko ten typ ;)) i nawet najmniejsze kawałki materiału przechowuję. Mam podzielone woreczki na bawełnę i dzianiny. Po zapełnieniu całego woreczka z dresówką stwierdziłam, że zrobię patchwork. I tak oto powstał panel na przód bluzy. Do uszycia panelu użyłam ponad 20 różnych kawałków z trzech rodzai. Tył to kolejny większy kawałek jaki pozostał mi po szyciu. A rękawy są z pełnowartościowego kuponu.


Wykrój pochodzi z Burdy na sweterek z raglanowym rękawem. Jednak ja nie wszywałam wypustki, guzików, ani plisy dekoltu. Jest to wykrój numer 114 z wydania 10/2016.

Poważną modyfikację musiały przejść rękawy, które były za szerokie i wymyśliłam sobie zakładki. Tak, tak. Zakładki na rękawie. Wygląda to całkiem nieźle i idealnie przytrzymuje bluzę na swoim miejscu. Uwielbiam odsłaniać ramiona i zakładki sprawdziły się idealnie, a przy prostym wykroju dodają "to coś". Standardowo szyłam najmniejszy rozmiar, ale i tak był za duży.


Z bluzy jestem bardzo zadowolona. Bałam się tej zielonej dzianiny dresowej, bo jej kolor przypominał dresy z lat 90, ale w połączeniu z szarym i czarnym nabiera nowego wymiaru. Kolejnym moim dylematem było to czy tyle łączeń nie będzie przeszkadzać podczas noszenia, jednak w ogóle ich nie czuć.
Teraz mogę powiedzieć, że to bluza idealna :)

niedziela, 20 listopada 2016

Dziecięcy miks

Kochani !
Po raz kolejny nastała u mnie dłuższa przerwa w prowadzeniu bloga. Prawie miesiąc. Nie jest tak, że nie szyję w tym czasie. Mam ogromny problem ze zdjęciami. Mam uszyte rzeczy, ale na zdjęciach w taką pogodę trudno znaleźć dobrą jakość, a nie chce Was zasypywać zdjęciami bardzo niskiej jakości. Musiałam wybrać kompromis. Tym razem dostaniecie we wpisie to co można łatwo sfotografować, a z resztą będę próbować gdy wyjdzie choć odrobina słońca.

Na początek chciałabym Wam pokazać coś z czego jestem ogromnie dumna i zadowolona. Jednak tym razem to nie jest szycie. Przygotowana metryczka dla Siostrzeńca. Już widzieliście jeden z prezentów dla niego,a tym razem coś jeszcze bardziej osobistego. Najlepsze prezenty to takie przygotowane specjalnie z myślą o tej osobie. Wyznaję tą zasadę od dawna i uwielbiam dawać takie podarunki każdemu bliskiemu. Metryczka jest tylko ozdobą, ale także wyrazem miłości. 
Zobaczcie sami :)


A teraz przechodzimy do szycia. Także nie próżnowałam w tym temacie i spod mojej igły wyszedł sensorek z imieniem Oskar. Z jednej strony polar minky w kolorze szarym, a z drugiej bawełna z imieniem.

No i tym razem zestaw minky i bawełna. Pierwszy kocyk jaki uszyłam w takim połączeniu. Naczytałam się o minky, że nie współpracuje dobrze podczas szycia, jednak u mnie ten problem nie występował. Użyłam wszystkich szpilek do przypięcia bawełny z minky i szyło się idealnie ;) Po zszyciu całości do środka włożyłam średniej grubości ocieplenie i zrobiłam obszycie dookoła. Całość prezentuje się według mnie bardzo dobrze.

Totalny miks. Dla każdego coś dobrego. 
Daje słowo, że następny wpis będzie całkowicie dotyczył szycia i będzie ubraniowy. 
Trzymajcie się ciepło ;)

poniedziałek, 17 października 2016

Nastała jesień

Kochani!
W ostatnim wpisie pokazałam Wam letnią sukienkę w kolorowe motyle. Od tego czasu moje UFO'ki (UnFinishedObjects) mnie przytłoczyły i sama nie wiedziałam co mam pierwsze skończyć. Moja szuflada z projektami nieskończonymi jest pełna, ale powoli ją opróżniam. Część będę kończyć, części się pozbędę - będę robić selekcję.

Tym razem wielkim skokiem w następną porę roku uszyłam narzutkę z bardzo ciepłej dzianiny swetrowej, którą udało mi się kupić w baaardzo atrakcyjnej cenie :) Na zdjęciach widać, że materiał jest o dosyć luźnym splocie, ale wbrew pozorom jest bardzo ciepła.
Sam materiał czekał na wykorzystanie prawie rok, aż w końcu odrysowałam wykrój od swojej narzutki i schowałam do szuflady. Na szczęście zabrałam się za szycie i powstała.
 


Początkowo plan był taki, aby narzutkę podarować Mamie, ale niestety rękawy są za wąskie, więc została ze mną. Będę miała bardzo ciepły otulacz na jesienną aurę :) 
A przy okazji moja szuflada U.F.O została pomniejszona o jedną rzecz :)
Czułam bardzo mocne obciążenie tymi zaczętymi rzeczami i dopóki ich nie ogarnę nie zabieram się za nim nowego. Maksymalnie 3 projekty - taki mam plan. 
A Wy macie takie długodystansowe projekty ?

czwartek, 22 września 2016

Sukienka wyzwaniowa i motywująca

Kochani !
W ostatnim poście mogliście zobaczyć jaki uszyłam prezent ślubny dla wyjątkowej pary. Tym razem mam dla Was jeszcze większą gratkę w postaci sukienki w jaką byłam ubrana. Odkąd zostałam zaproszenie od razu wiedziałam, że muszę sobie uszyć sukienkę sama. Od początku do końca. Zawsze wybierałam wykrój z podpisem "Łatwe", a  w swoich projektach unikałam wszelkich udziwnień i trudniejszych elementów. Jednak tym razem nie chciałam postawić na coś prostego. Wiedziałam, że mam ponad miesiąc czasu. Zaczęłam przeglądać Burdy i od razu wpadł mi w oko wykrój 112 z numeru 6/2016. Obok był ogromny napis " Model trudny ", jednak w tamtym momencie stwierdziłam, że dlaczego by nie. Przystąpiłam do działania. Wyciągnęłam z szafy jakiś kawałek materiału i uszyłam model próbny. Gdy ten okazał się być w 90 % satysfakcjonującym mnie wybraliśmy się do sklepu z materiałami. Razem z Narzeczonym wybraliśmy materiał jaki nam się podobał i spełniał wymagania Burdy. 

Zaopatrzona we wszystkie możliwe rzeczy, które miały mi ułatwić i usprawnić szycie wzięłam się ponownie za szycie. Tym razem przy przerysowaniu wykroju używałam suwmiarki krawieckiej, aby mieć pewność, że wykrój z każdej strony będzie miał taki sam zapas na szew. Czynność była pracochłonna, ale bardzo udana. Przerysowanie zajęło mi ponad godzinę, ale każda kreseczka była idealnie odwzorowana.

Największym wyzwaniem okazał się dekolt, który przyszyłam 3 razy ! Pierwszy raz był dobrze przyszyty, ale myślałam, że jest źle. Potem przyszyłam źle, a potem znowu dobrze ;)

Opis sukienki jest w Szkole szycia w wydaniu, ale jednak byłam tak zestresowana, że wyszło jak wyszło. A wyszło według mnie genialnie. Jestem dumna jak paw z sukienki i każdego jej detalu. Szwy po bokach schodzą się idealnie, ozdobne dziurki w dekolcie są w równej odległości. 
I zdarzyło mi się trochę wpadek, ale tym razem udam, że ich nie ma ;)





Wykrój : Burda 6/2016 model 112 , rozmiar 34
Materiał : Bawełna satynowa 150 x 160 cm
Inne materiały : Fizelina klejąca, zamek kryty 30 cm, zatrzask metalowy
Czas wykonania : Ok. 10 godzin podzielone na kilkanaście razy
Modyfikacje : Plisa dekoltu zapinana na zatrzask, pogłębione zaszewki piersiowe, dół sukienka zrobiony za pomocą mikro zakładek

Jest to moja pierwsza tak skomplikowana sukienka, jednak jestem z niej ogromnie dumna. Uszycie tej sukienki dało mi pewność w szyciu, że robiąc coś małymi krokami jesteśmy w stanie osiągnąć nawet bardzo trudny cel.  
Trzymajcie się ciepło i wierzcie w swoje możliwości ;)

środa, 7 września 2016

Malowane poszewki ślubne

Kochani !
Ostatnio miałam przyjemność być gościem na uroczystości jaką jest ślub. Wiedzieliście, że szykuje z tej okazji tajny projekt. I dziś pokażę Wam jedną część tego tajemniczego zadania.
Uwielbiam takie wydarzenia za całą oprawę. Począwszy od kwiatów, przez dekoracje stołu, aż po najlepsze czyli Parę Młodą i ich ubrania. No przyznać się, kto nie lubi patrzeć na te piękne suknie ślubne i idealnie dobrane garnitury? Ja uwielbiam. 

No a skoro mowa o ślubie, to powinien być też prezent. Nie jestem osobą, którą lubi iść w gotowce. Uwielbiam tworzyć prezenty dla kogoś i z jakiejś szczególnej okazji. Ślub to idealne pole do popisu pod tym względem. Brałam pod uwagę wiele opcji, jednak ostatecznie zdecydowałam się uszycie kompletu trzech poszewek oraz trzech poduszek i zrobienie napisów na poszewkach za pomocą farby akrylowej.


Poduszki do środka, także uszyłam sama na maszynie z tego samego materiału. Do środka włożyłam owatę, a całość przeszyłam zygzakiem. Dzięki temu stworzyłam poduszki idealne na wymiar poszewek. Niestety w pośpiechu zapomniałam o zdjęciach, ale nie ma tam nic nadzwyczajnego.



Komplet byłby
„zwykły” gdyby nie data ślubu na najmniejszej poszewce. Jest to taka wisienka na torcie. Przez to widać, że jest to prezent zrobiony tylko dla tej Pary. 

A teraz mała anegdotka czyt. gafa jaką popełniłam podczas pakowania poduszek. Zawsze dodaje swoje wizytówki do prezentów, jeśli nie wyszyję nazwy na przedmiocie. Tym razem nie wyszyłam i przy pakowaniu zgarnęłam najbliższą wizytówkę jaka leżała na moim biurku. Wizytówkę włożyłam do środka, zapakowałam. Tego samego dnia prezent trafił do właścicieli. Wszystko brzmi świetnie. W poniedziałek, gdy Para Młoda zaczęła odpakowywać prezenty z poszewek wypadła owa wizytówka. I jakie było zdziwienie, kiedy się okazało, że z tyłu są jakieś tajemnicze cyfry i litery. Państwu Młodym nie dawała spokoju myśl " Co to może być?”. Było już późno i nagle dostaje sms’a od Pana Młodego czy śpię. W mojej głowie pojawiła się myśl „yhy. coś się kroi” i nawiązała się rozmowa. Wyszło na jaw, że spakowałam wizytówkę na, której rozpisałam jak wyszywać litery na maszynie do szycia. Państwo Młodzi nie wiedzieli co to jest i zapewniłam im pewien rodzaj rozrywki, ponieważ doszli do wieli opcji, ale nie do tej, że to może być coś związanego z szyciem i moim roztrzepaniem.

Podczas rozmowy dowiedziałam się także, że mała podusia wywołała dużo pozytywnych emocji po rozpakowaniu i pewien rodzaj wzruszenia. I to jest najlepsza rekomendacja jaką mogłam usłyszeć od obdarowanych :) 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...