Witajcie !
Dziś chciałabym Wam pokazać piórnik, który od razu wpadł mi w oko. I mimo, że skończyłam właśnie szkołę postanowiłam go uszyć, bo przecież jakieś znajdzie się dla niego zastosowanie, a nawet jeśli nie to przecież podaruje się go jakiemuś dziecku, które rozpoczyna swoją edukację lub po prostu nie ma co zrobić ze swoimi kredkami. I tak czeka i czeka.
Mój może nie jest idealny, ale ma piękny kolor, który ostatnio próbuję przemycić wszędzie. Jak zobaczyłam ten materiał w sklepie to od razu kupiłam 2 m. Tak, wiem. Nie powinno się tak ulegać zwłaszcza, że przyszłam po coś innego. Ah. Sklep z materiałami. Zawsze jak przechodzę obok to mówię sobie, że nie wejdę i często nie wchodzę, ale jak muszę po coś iść to nie ma zmiłuj.
Na tym zdjęciu widać, że coś mi się stało z nitkami, ale wadą tego materiału jest to, że nie wybacza błędów i po spruciu widać dziurki, ale zostało tak jak jest i szczerze Wam powiem, że widać to tylko po przyjrzeniu się.
Piórnik zrobiony w sumie z czterech kawałków materiału. Po dwa na każdą stronę.
Z tego samego materiału powstała zakładka na kalendarz, która służy mi cały czas.
Chyba każda osoba, która szyje czasami na takie coś, że jakaś rzecz wpadnie jej w oko i musi ją mieć mimo, że się jej nie przyda. Czy tylko ja tak mam (czasami) ?
Pozdrawiam Was cieplutko.